Prolog.
Naprzeciw lustra
siedziała czarno odziana, zgarbiona postać. Pomarszczoną dłonią
sunęła po szkle, które zdawało się falować niczym tafla wody
pod wpływem dotyku.
- Lustereczko powiedz
przecie, jaki los czeka, i które dziecię? - w pomieszczeniu
rozległ się głos starej kobiety.
Tafla znów zafalowała
a jej oczom ukazał się widok na pokój. Dokładnie na wprost stało
łoże z baldachimem, obecnie zajęte przez kobietę, która właśnie
urodziła pierwsze dziecko i wkrótce wyda na świat kolejne. Wokół
zebrało się sporo ludzi. Głównie służba, lecz były tu także
osoby, które swoim strojem i posturą sprawiały wrażenie iście
królewskich. Sama ciężarna, była niezwykle opanowana i wyciszona
jakby oczekiwała audiencji a nie porodu.
- Oczywiście, ród
Trizna. Biedne dziecinki. Tak wiele nieprzyjemnych rzeczy przyjdzie
im przeżyć, o ile to dobre słowo. Klan nekromatów... -
westchnęła po czym cichym melodyjnym głosem zaczęła recytować:
Ziemi serce kraje,
Niebo łzy wylewa.
Nie każdy wszak wie,
Czegóż ta ulewa.
Niemowlęcia chlipią,
Łapkami chwytają.
Pod okoliczną lipą,
Nieba pioruny
składają.
Narcyz w biel
oprawiony,
Hiacynt pod bielą
skryty.
Córki tej samej
matrony,
Lecz obcy w nich obraz
odbity.
Narcyz śmierci równy,
Hiacynt jej oddany.
Lecz w Zaświatach
każda
Dusza pójdzie w tany.
Hiacynt w ogniu
złożony
Narcyz go żałuje,
chlipiąc
Przywołuje wrony
Wierne dziecku służyć.
Po tych słowach kobieta
zaśmiała się smutno, a obraz w lustrze zamglił się i znikł,
ukazując jej szpetne odbicie.