piątek, 24 stycznia 2014

Prolog.
Naprzeciw lustra siedziała czarno odziana, zgarbiona postać. Pomarszczoną dłonią sunęła po szkle, które zdawało się falować niczym tafla wody pod wpływem dotyku.
- Lustereczko powiedz przecie, jaki los czeka, i które dziecię? - w pomieszczeniu rozległ się głos starej kobiety.
Tafla znów zafalowała a jej oczom ukazał się widok na pokój. Dokładnie na wprost stało łoże z baldachimem, obecnie zajęte przez kobietę, która właśnie urodziła pierwsze dziecko i wkrótce wyda na świat kolejne. Wokół zebrało się sporo ludzi. Głównie służba, lecz były tu także osoby, które swoim strojem i posturą sprawiały wrażenie iście królewskich. Sama ciężarna, była niezwykle opanowana i wyciszona jakby oczekiwała audiencji a nie porodu.
- Oczywiście, ród Trizna. Biedne dziecinki. Tak wiele nieprzyjemnych rzeczy przyjdzie im przeżyć, o ile to dobre słowo. Klan nekromatów... - westchnęła po czym cichym melodyjnym głosem zaczęła recytować:

Ziemi serce kraje,
Niebo łzy wylewa.
Nie każdy wszak wie,
Czegóż ta ulewa.

Niemowlęcia chlipią,
Łapkami chwytają.
Pod okoliczną lipą,
Nieba pioruny składają.

Narcyz w biel oprawiony,
Hiacynt pod bielą skryty.
Córki tej samej matrony,
Lecz obcy w nich obraz odbity.

Narcyz śmierci równy,
Hiacynt jej oddany.
Lecz w Zaświatach każda
Dusza pójdzie w tany.

Hiacynt w ogniu złożony
Narcyz go żałuje, chlipiąc
Przywołuje wrony
Wierne dziecku służyć.


Po tych słowach kobieta zaśmiała się smutno, a obraz w lustrze zamglił się i znikł, ukazując jej szpetne odbicie.